Inspirujące opowieści, Inteligencja finansowa, Motywacja, Rozwój osobisty
1 komentarz Bogaci i biedni – różni mentalnie
Historia tego faceta mówi wszystko na ten temat. Nic dodać, nic ująć. Tylko przeczytać i przemyśleć…
Jego dzieciństwo było bardzo trudne. Bardziej, zapewne, niż możesz to sobie wyobrazić.
Od kiedy tylko pamięta wychowywała go tylko matka. Jego oraz jego brata bliźniaka i młodszą siostrę. Była ona kelnerką, co przy trójce dzieci skutkowało tym, że bardzo często musieli uczyć się i jeść kolację przy świeczkach, bo elektrownia odłączała im prąd za niezapłacone rachunki. Zresztą również z samym jedzeniem bywały problemy. Wszystkie ubrania, które nosili pochodziły z Armii Zbawienia, ponieważ nie było ich stać na żadne inne.
Wszystko to sprawiło, że w wieku 8 lat postanowił wraz ze swoim bratem pomóc mamie zarabiać na jedzenie i na prąd. Chodzili jednak do szkoły, więc mogli dorabiać tylko w weekendy – chodzili wtedy do bogatej części swojego miasta, aby myć auta tamtejszym mieszkańcom. Chodzili od domu do domu i pytali czy mogą umyć samochód w zamian za drobną zapłatę.
„Młodym ludziom wydaje się, że pieniądze są najważniejszą rzeczą w życiu.
Gdy się starzeją, są już tego pewni.”Oskar Wilde
Po pewnym czasie zaprzyjaźnili się z wieloma z żyjących tam rodzin. Dzięki temu każdej soboty przynosili do domu pieniądze, dzięki którym ich mama mogła kupić jedzenie i zapłacić rachunki.
Jak sam pisze:
„W bardzo młodym wieku zacząłem zauważać różnicę w tym jak żyją ludzie bogaci i jak żyją ludzie biedni. Byłem zawsze bardzo ciekawy tego w jaki sposób nasi klienci zarabiają na życie. Wiele z tych rodzin otwarcie opowiadało nam w jaki sposób zarabiają tak duże pieniądze, dawali nam też wiele rad.
Zauważyłem wtedy, że bogaci ludzie są bardzo przyjaźni i pomocni – zupełnie inni od tego co o nich słyszałem w swojej okolicy, w której się wychowywałem, gdzie można było usłyszeć np.: „Co za bogaty ku**s, bla bla bla”
Bogate osoby, które ja spotykałem były bardzo hojne i jak zauważyłem po pewnym czasie Ci naprawdę bogaci zawsze posiadali swoje własne firmy. Kupowali też co kilka lat zupełnie nowe samochody.
Jeszcze będąc bardzo młodym zauważyłem też, że biedni obwiniają bogatych o swoją biedę. Mają też skłonność do obwiniania rządu o swoje problemy.
Bogaci natomiast są typem ludzi, którzy przejmują kontrolę nad swoim życiem. Rozumieją oni, że aby być zamożnym należy stworzyć coś, co ma wartość dla ludzi.
Bogaci ludzie tworzą firmy, a biedni i klasa średnia w nich pracują. To jest tak proste.
Zauważyłem to kiedy byłem bardzo młody i już wtedy wiedziałem, że jak będę starszy będę prowadził biznes.
Pamiętam, że wiele razy nasi klienci płacąc nam mówili „To wolne od podatku ;-)”, co nie miało dla nas sensu, gdy byliśmy dziećmi, ale zrozumiałem to o wiele lepiej w późniejszym życiu. Pamiętam moją mamę, która zawsze narzekała jak dużo Urząd Skarbowy zabiera z jej wypłaty.
Mój brat i ja mieliśmy klientów, których podziwialiśmy, Ci ludzie byli wtedy dla nas swego rodzaju mentorami. Większość z nich radziła: „Oszczędzajcie pieniądze, chodźcie do szkoły, zdobądźcie dobre wykształcenie, a potem otwórzcie swój własny biznes.”
Biedni i średnia klasa nie rozumieli tego. Szukali „bezpieczeństwa” na etacie, ale nie rozumieli tego, że spędzają całe swoje życie zwyczajnie wypożyczając siebie komuś innemu za pieniądze, a do tego przez pierwsze 5-6 miesięcy każdego roku pracują tylko i wyłącznie na opłaty dla państwa.
Dobrze pamiętam, jak jeden z naszych klientów wyjaśniał nam różnicę między posiadaniem biznesu a pracą na etacie. Powiedział, że to tak jakby poprosił nas teraz o oddanie połowy z 10 dolarów, które nam zapłacił – „Widzicie, jeżeli będziecie pracownikami, rząd będzie zabierał Wam około połowy Waszej pensji zanim ją jeszcze zobaczycie. Jeżeli będziecie właścicielami firmy, tak jak ja, zabiorą część pieniędzy tylko jeżeli zostanie jakiś zysk na koniec roku.” Zastanawialiśmy się nad udzieloną nam lekcją przez całą drogę powrotną do domu.
Nie rozumiałem oczywiście w tym wieku wszystkich spraw związanych z podatkami, ale wiedziałem, że nie chcę oddawać pieniędzy, na które ciężko zapracowałem. To właśnie odróżnia bogatych od biednych – wiedzą w jaki sposób LEGALNIE zatrzymać więcej z pieniędzy, które zarobili.”
Chcąc podążać za radą zdobycia dobrego wykształcenia musieli skupić się na zdobyciu stypendium, ponieważ nie było ich oczywiście stać na opłacenie czesnego za studia (studia w USA są płatne):
„Gdy dorastaliśmy mama zawsze powtarzała nam, że jedynym sposobem, abyśmy dostali się na studia jest stypendium z dobrej szkoły średniej, ponieważ nie było nas stać, żeby opłacić czesne.
Startując do szkoły średniej, mój brat i ja, wiedzieliśmy, że musimy dostać się do lepszej szkoły niż ta publiczna w naszym sąsiedztwie. Wszystkie dzieci naszych bogatych klientów chodziły do prywatnych szkół i wiedzieliśmy, że jeżeli chcemy być tacy jak oni, to musimy zrobić to samo.
Mój brat i ja musieliśmy ukryć nasz plan przed naszymi biednymi znajomymi. Musieliśmy udawać, że dostajemy złe oceny, albo bylibyśmy wyśmiewani, a nawet bici. Widzisz, biedni lubią widzieć, że masz tak samo źle jak oni, bogaci natomiast konkurują ze sobą.
Nasze lekcje to był żart, a nauczyciele panicznie bali się uczniów. My, potajemnie, byliśmy w świetnych stosunkach z naszymi nauczycielami ponieważ chcieliśmy więcej niż inni. Ale musieliśmy utrzymywać nasz plan w ukryciu przed innymi dziećmi.
Pewnego dnia mój brat i ja powiedzieliśmy mamie, że chcemy się dostać do De La Salle w Concord, katolickiej szkoły średniej dla chłopców, która kosztowała 5500 dolarów rocznie za każdego ucznia. Mama omal nie dostała zawału.
Powiedziała, że nie ma najmniejszych szans, żeby było nas na to stać. Jednak my wiedzieliśmy, że jeżeli tylko nas przyjmą, to znajdziemy sposób, żeby zarobić te pieniądze. Ciągle słyszeliśmy jak dzieci naszych bogatych rodziców mówią „Jeżeli tylko chcesz, zawsze znajdziesz sposób.”
Więc złożyliśmy podania, napisaliśmy szkolne egzaminy, zebraliśmy listy z rekomendacjami od wszystkich naszych nauczycieli i zgadnij co? Dostaliśmy się!
Teraz trudniejsza część planu – musieliśmy zapłacić za tą szkołę, a mieliśmy kawał drogi, żeby dojechać do szkoły każdego dnia. Concord znajduje się bowiem ok. 105 km od miejsca, gdzie wtedy mieszkaliśmy, więc nasze dni zaczynały się bardzo rano. Musieliśmy wyjść z domu o 4:30 rano, żeby zdążyć dojechać do szkoły.
Normalna dla nas stała się nauka w pociągach i autobusach, a potem praca zaraz po treningach football’u, baseball’u, biegania i wrestlingu. Mój brat i ja zawsze się wspieraliśmy w tym wszystkim i myślę, że nie poradziłbym sobie bez niego.
Pracowaliśmy na różnych stanowiskach – jako dozorcy wcześnie rano, pracownicy na stacji benzynowej po treningach, w restauracji wieczorami. Pracowaliśmy do około 23 i zwykle wracaliśmy do domu około 1 w nocy. Po pewnym czasie to stało się dla nas normalne; wykorzystywaliśmy każdą sekundę każdego dnia, aby osiągnąć cele, które sobie wyznaczyliśmy.
Wiedzieliśmy, że jedynym sposobem, aby dostać stypendium na dobrą uczelnię było uczęszczać do świetnej szkoły średniej, takiej jak De La Salle, gdzie rekrutujący szukali sportowców i gdzie edukacja stała na wysokim poziomie.
Tak minęły nam 3 lata; zrobilibyśmy wtedy wszystko, byle tylko zapłacić za swoje czesne.
Wielu naszych kolegów z De La Salle wiedziało skąd jesteśmy i co robimy. Na naszym ostatnim roku (czwartym) część rodziców wraz z niektórymi nauczycielami zebrało wśród siebie pieniądze, aby zapłacić za nas czesne. To była wielka ulga nie musieć pracować po szkole i móc się skupić na nauce i sporcie. Bogaci są bardzo dobroczynni i naprawdę lubią pomagać innym, zupełnie inni niż mówili ludzie z naszego sąsiedztwa.
Zdobyliśmy pełne stypendium na prywatny uniwersytet w Południowej Kalifornii. Ja ukończyłem 4 lata, zdobywając tytuł licencjacki, a mój brat poszedł jeszcze na studia magisterskie [w Stanach mało kto decyduje się iść na studia magisterskie; tam licencjat to tak jak u nas magisterka - przyp.]
Pomimo świetnej jakości edukacji jaką otrzymałem na jednym z najlepszych uniwersytetów, uważam, że najlepszą edukację otrzymałem żyjąc jako dziecko w tych dwóch zupełnie odmiennych światach. Bardzo wcześnie zdałem sobie sprawę, że bogaci sprawiają, że coś się w ich życiu dzieje, natomiast biedni czekają, aż coś się w ich życiu wydarzy. Biedni uważają, że rząd powinien się o nich troszczyć, a bogaci uważają, że rząd orżnie Cię na każdym kroku. Bogaci patrzą na swój dochód jak na punkty w grze, a biedni patrzą na swoją wypłatę jak na sposób, żeby jakoś sobie poradzić.”
Po studiach założył firmę działającą na rynku nieruchomości, która nie wytrzymała próby załamania rynku.
W tej chwili jest milionerem dzięki współpracy z jedną z firm Marketingu Wielopoziomowego.
Calvin Becerra.
PS. Podziękowania dla Filipa Globke za przesłanie e-booka Calvina :-)
W zasadzie nic dodać, nic ująć.
Program, który wgrywa się do umysłu dzieci zadecyduje o tym, jakie będą prowadzić życie. Natomiast dorosłym jest niezwykle ciężko cokolwiek pozmieniać w swoim podświadomym umyśle. Dlatego powtarzam na szkoleniach i warsztatach, że jedyną drogą do osiągnięcia sukcesu jest zmiana sposobu myślenia. Jeśli chcesz mieć jak bogaci, to myśl i działaj jak bogaci, w przeciwnym razie zostaniesz tu, gdzie jesteś obecnie. Szkoda, że ta oczywista oczywistość jak mówi wieszcz dociera tylko dla kilku procent ludzi. Zamiast równolegle z budowaniem grup MLM zmieniać swój sposób myślenia liczą, że wszystko się uda samo. Trochę to smutne, ale przecież to ich życie.